piątek, 31 sierpnia 2007

Nieobliczalna śmierć

Antonio Puerta był młodym, 22- letnim hiszpańskim piłkarzem SC Sevilli. Pomimo zapewnień lekarzy o rzekomo niealarmujących winikach jego badań, Puerta zasłabł podczas meczu Sevilla- Getafe, upadając uprzednio na murawę.

Nikogo nie dziwi sprawa utraty przyto mności, spotykało to bowiem również wcześniej wielu innych piłkarzy. Niejeden złamał kostkę, nos, czy rękę- sprawa śmierci jednak jest o wiele bardziej szokująca.

Puerta, według wyników wcześniej przeprowadzonych badań, był rzekomo w zupełności zdrowy. Jego bliscy jednak cicho szeptali, że to nie pierwsze jego zasłabnięcie. U Puerty przerwnana została akcja serca i odcięty został dopływ tlenu do mózgu. Antonio zmarł w szpitalu, nie budząc się wcześniej z drugiego omdlenia.

Pozostawił ciężarną narzeczoną.

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Nasze polskie PKP ;o)

Panie i Panowie!

Niedziela wieczór. Napięcie rośnie! Czy pociąg będzie opóźniony? A może będzie przed czasem? Tego jeszcze nie wiemy! Ludzie garną się przed tory, kurczowo przytrzymują ramiączka swoich plecaków- rozkładają łokcie w razie potrzeby samoobrony; rozglądają się dokoła i nerwowo tupią nóżkami.

I nadjeżdża! Cóż za emocje! Dłonie robią się czerwone pod wpływem intensywnego wrzynania się w materiał bagażu, usta zaciskają się nerwowo, oczy przymykają się w skupieniu... I nadchodzi czas wielkiej bitwy... o wolny przedział. Ruszają młodzi studenci i starsi emeryci, chorzy i zdrowi, homo i heteroseksualiści. Ktoś dostał butem, ktoś złamał nogę. Co się dzieje?!

Tak właśnie wygląda moja podróż pociągiem do Gdyni. Ilekroć staram się być kulturalny, ludzie odwzajemniają mi się śliną na twarz. Nienawidzę podróży. Pewnie dlatego, że cierpię na chorobę lokomocyjną- jak mój pies Amon ;-))) Nie rozumiem tych wszystkich przepychanek, wojen o wolny przedział, krzyków i wrzasków. Po prostu nienawidzę...

Już od tygodnia korzystam z Netii. Jest dobrze. I mam nadzieję, że nie będzie tego samego, co z Neostratą ;o))

Pozdrawiam odwiedzających :-)))

niedziela, 19 sierpnia 2007

:-)

Chociaż teoretycznie obchodzę dzisiaj 35- te urodziny, stary nie czuję się wcale ;-))) Wpadło do mnie kilku znajomych i muszę przyznać, że lekko łapie mnie senność po wypiciu dość wyraźnej ilości alkoholu... ;-)

Zastanawia mnie zdanie, które wypowiedziała moja żona w dniu naszych poprawin przy stole rodziców: "Taaak, Kuba to duży chłopiec i wciąż ma swoje zabawki" ;-))) Moimi zabawkami są kolekcje składanych modeli samochodów wyścigowych- klasycznie i z klasą. A najbardziej dumny jestem z czerwonego Dodge'a Viper'a SRT- 10...

Rzeczywiście zdążyłem zauważyć (i jestem z tego, cholera, straszliwie dumny), że dojrzewanie u facetów wchodzi w kryzys wieku średniego. I owszem, mam więcej zmarszczek w okolicy prawego oka, tudzież czoło mam poorane poziomymi krechami, ale naprawdę nie czuję się stary. Za każdym razem, kiedy patrzę w lustro, widzę tego samego nastolatka sprzed 20- stu lat. Kurka... sprzed 20- stu lat?! Boże, minęło sporo czasu... Oj, sporo.

Właściwie prawda jest taka, że żaden facet nie przejmuje się przemijaniem... Przynajmniej ja to tak odbieram. Starzeję się na pewno zewnętrznie, ale wewnętrznie jestem w końcu ciągle tym samym gówniarzem sprzed lat... No, nie?

Teraz powinienem chyba zaśpiewać happy birthday to me ;-)))

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

Just a few minutes :-)

Spędziłem dzisiaj miło czas w towarzystwie starych znajomych :-) Jutro planuję wyjazd nad morze, być może plan wypali jak tylko szybko uwinę się z roboty :-)))

Moja żona Iwonka zadzwoniła dzisiaj do mnie z Irlandii. Znalazła już pracę i być może w październiku pojadę do niej na stałe. Póki jednak mam w Polsce kilka spraw do załatwienia, wcześniej nie jestem w stanie wyjechać...

Iwona wyjechała jakieś pięć miesięcy temu. Staram się jakoś stłamsić w sobie tęsknotę ;-) Miejmy jednak nadzieję, że zobaczę ją jak najszybciej. Jeżeli mam już zanudzać was sprawami małżeńskimi, to żonaty jestem już od niespełna 10- ciu lat :-))) Pierwszy raz zasmakowałem rozstania z żoną na tak długo. Be... Nie będę się rozklejał ;-)

Mam nadzieję, że z obecną robotą dam sobie radę i uzbieram tyle na wyjazd. Kiedy już pojadę do Dublina, jestem pewien, że będzie lepiej... :-))) Zmykam, jeszcze na Skype'a pogadać sobie z Iwoną :-)))

Życzę wam dobrej nocki.

środa, 8 sierpnia 2007

Słodkie jak lukier, gorzkie jak g...

Ostatnio, czytając z kapiącą w kącikach ust śliną artykuł w "Faktach i Mitach", po raz kolejny zastanawiam się, jakim cudem nasza Polska w tak absurdalny sposób daje się zagłębiać w nieskazitelną magię katolicyzmu...

Coraz częściej i coraz gęściej "Fakty i Mity" udostępniają w swoim tygodniku unikatowe artykuły na temat przewinień naszych polskich księży. I chociaż ciężko w to uwierzyć pokoleniom moherowym, to właśnie oni, w znacznej części, mieszają się do świata przestępczego. Aczkolwiek "mieszają" to chyba słowo nie do końca trafne...

Na celu stoją nie tylko kradzieże i cudzołożnictwo, ale również znana wszystkim pedofilia.

Jak się zapewnie orientujecie, drodzy czytelnicy, Rumia nie leży blisko Gdańska. Powiedziałbym, a raczej napisał, że do Gdańska mam kawał drogi. Tak czy siak, o przygodach ks. Jankowskiego każdy słyszał. Co więc w trawie piszczy?

Ks. Henryk Jankowski- głowa kościoła św. Brygidy w Gdańsku, wzór do naśladowania dla katolickich wiernych, moherowy idol i obiekt westchnień (orgasmic machine) oraz wielki, niepokonany antysemita. "Jeśli nie chcesz mojej zguby, Żydów z Polski wygoń, luby!"- ten tekst wymyślony został przez naczelnych "Faktów i Mitów" i wykorzystany w krótkiej historyjce komiksowej na ostatniej stronie (dla ciekawskich nr 30) Trudno o zachowanie powagi, prawda? ;-)

Taaak... śmiejmy się, śmiejmy, póki możemy....

Kolejna perła- szanowny Rydzykant, posiadacz niezliczonej fortuny i ojciec babć antenkowych. Człowiek o dziesięciu rękach zakończonych wiklinowymi koszyczkami- kasozbieraczami. A propos kasy- przypomniało mi się 9- te przykazanie rydzykowego dekalogu, a brzmi ono następująco: "nie będziesz pożądał kasy ojca dyrektora" Śmieszne i w gruncie rzeczy obrzydliwie żałosne. Żałosne, bo prawdziwe, a skoro prawdziwe, to pozostaje nam tylko wziąć głęboki oddech i otrzeć zlane potem czoło. Bo Wy (co niektórzy i z całym szacunkiem), ja, jako antyklerykałowie, nie jesteśmy w stanie przeciwdzialać podobnym występkom. A dlaczego? Władza nie zna swoich granic. A kiedy przypadkowo my tę granicę przekroczymy, to możemy skończyć źle, tudzież tra- gi- cznie...

Męczy mnie również wgląd księżulków w życie seksualne człowieka. Przejmowanie swego rodzaju kontroli poprzez prowadzenie całkowicie, moim zdaniem, niepotrzebnych spowiedzi, jest czymś, delikatnie ujmując, zupełnie niemądrym. Szczególnie śmieszny jest ustanowiony zakaz używania środków antykoncepcyjnych. Dziecko, używaj tylko wtedy, kiedy masz AIDS, albo temu podobne choróbska. Co do ciąży, używaj naturalnych metod. Znacie naturalne metody? Np. kalendarzyk małżeński? Działanie na zasadzie prób i błędów. Kochanie, albo zajdziesz, albo nie! Metody naturalne znane są chyba na całym świecie, a ich skuteczność jest taka sama jak choćby próba usunięcia plamy po tłuszczu przy użyciu masła...
A kiedy biedna kobieta zajdzie w ciążę, kościół tylko na tym zyskuje. Żniwiarze fortuny tylko się modlą, żeby to były choćby bliźniaki- podwójne wynagrodzenie za przeprowadzenie chrztu!
To boli...

Miejmy tylko nadzieję, że za jakiś czas, ten przypuszczalny bóg ześle nam wynagrodzenie i przeprosi za przyklaskiwanie świeckim...

wtorek, 7 sierpnia 2007

Gdy kobieta...

“Znów się nie umalowałaś. Jak ty wyglądasz?” – Karkus Pustakis ;-)

Bogowie- stworzyli kobietę. Istotę, której zadaniem jest jedynie zaufać i pokochać. Kiedy mężczyzna decyduje się na związek z kobietą, która podoba mu się nie tylko fizycznie, ale w szczególności pod względem duchowym, bierze na swoje barki ogromną odpowiedzialność. Czyli opiekę, miłość i poczucie bezpieczeństwa.

Przede wszystkim kocha się kobiety za to, jakimi są. Odkąd na świat, już za czasów starożytnego Egiptu, przyszły wszelkiego rodzaju kosmetyki, “upiększacze” i “wygładzacze”, kobieta poczuła presję konkurencji; dziś jedne mają pieniądze na drogie, inne kupują tanie z kiosku. Teraz, w czasach nowożytnych świat spłodził tak dziwaczne make- up’y, że przechodząc ulicą często zastanawiam się: po co? Po co kobiety, istoty piękne, niemalże eteryczne, nakładają na siebie tony pudru? Po to, żeby spodobać się mężczyznom JESZCZE BARDZIEJ? Nie!

Uwielbiam i podziwiam kobiety naturalne. Nie robiące z siebie widowiska, a pokazujące, że kobiecość, to coś więcej niż pstrokaty wygląd. Jeżeli miałbym to zdefiniować po męsku, nie wiedziałbym dokładnie, czy robię to dobrze. Jestem jednak pewien swoich własnych poglądów i uwielbiam kobiety z klasą, o oryginalnym wyglądzie (specyficzne, łagodne rysy twarzy z domieszką drapieżności), inteligentne i wykształcone. Podziwiam te istoty w szczególności wtedy, kiedy potrafią mnie sprasować niebanalnym poczuciem humoru i błyszczącym, szerokim uśmiechem.

Teraz pewnie się spytacie: a co z tymi kobietami, które nie są wykształcone, nie mają błyszczącego uśmiechu i nie są inteligentne? Wińcie naszych rządzących!

I przez to, co piszę nie czuję się facetem bez jaj. Wręcz przeciwnie. Jestem zadowolony ze swojego życia; nie biorę czynnego udziału w dennych dyskotekach i nie tłuczę swojej żony.
Kiedyś miałem sąsiada, dość... nietypowego. Całymi dniami przesiadywał na siłowni, a żonę z trójką dzieci zostawiał w domu. Codziennie, między godziną 22:00, a 00:00, słyszałem stosy wyzwisk z ust tego kretyna. Krzyczał na swoją żonę i dzieci w najgorszy sposób, w jaki zdążyłem chyba kiedykolwiek usłyszeć. Dziś na szczęście odsiaduje wyrok za poważną kradzież.
Ach, kobieto! Zanim się z kimkolwiek zwiążesz, pomyśl najpierw.

Pomyśl dokładnie...

poniedziałek, 6 sierpnia 2007

When You Believe...

Wróciłem więc... z czterodniowego pobytu w Jastarni.

Z internetem wciąż mam problemy. Mam jednak nadzieję, że niedługo się to skończy i dam wreszcie porządny upust wyobraźni we współpracy z Netią. Telekompromitacja Polska, w rozmowie "pożegnalnej" kajała się przede mną w sposób nie tyle durny, ile dziecinny do orzygania. Cóż. Tak czy siak, karę za "zerwane więzi" muszę zapłacić.
Wracając jednak do rozmowy z TP oświadczam wszem i wobec: jestem z siebie dumny- pozwoliłem im się poczuć jak osrany przez gołębia parapet ;)

Nie wiem, czy podczas pobytu w Jastarni i nieobecności tutaj wydarzyło się coś ciekawego na szklanym ekranie (?) Wiadomości nie oglądałem i mam tylko jeszcze płonną nadzieję, że świecie giertychowskich desek klozetowych nie wydarzyło się znów coś co nie trzyma się kupy. Wydaje mi się, że jeżeli naszym krajem na dłuższą metę będą rządzić podobne dziwadła, to wyrzucą (chciałbym tutaj użyć gorszego czasownika) naszą drogą Polskę z Unii Europejskiej i odizolują nas od życia w zdrowym społeczeństwie. Boże... gdzie ta Polska sprzed piętnastu lat? Dało się jeszcze jakoś żyć na świeżo pokomunistycznym padołku, z w miarę dobrą pracą i dobrymi zarobkami. Gdybym był wylewnym dzieciakiem wyżaliłbym się, ile zarabiam, ale wolałbym tę smutną wieść zachować głęboko w moim pękniętym sercu. Jak to u Was wygląda z pracą? Ja jestem po wyższych studiach polonistycznych, a niestety, żadnej pracy z tym związanej nie dane było mi podjąć. Wszędzie "przesyt, proszę pana". Jaki przesyt? Korupcyjny?

Chyba zostanę motorniczym. Łatwe i proste.

środa, 1 sierpnia 2007

How is it goes, Neostrada?

Po powrocie do Polski...

Gdybym wiedział od początku, że umowa, którą rok temu podpisałem z Neostradą będzie mnie obejmowała do stycznia 2008 roku i co gorsza internet będzie działał z prędkością 24 Kb/s, a nie 1 Mb/s, jak mnie zapewniano, zapewne umowy tej nawet bym nie podpisywał. Na nic zdają się telefony do TP'sy i plucie się w słuchawkę. TP SA to totalni ignoranci, nie wspominając już nawet o tym, że każdego klienta mają za bardzo brzydko pachnącą substancję przyklejoną do buta...

Niestety- tak to wszystko właśnie wygląda w Polsce. Cóż mam jednak zrobić, skoro umowa obejmuje mnie do stycznia 2008 roku i zerwanie jej w tej chwili kosztowałoby mnie co najmniej 200 zł?

Najbardziej jednak bolesne jest to, że za obecny internet, wolny niczym muszka w smole, płacę tyle samo ile za umówiony 1 Mb/s, czyli 159 zł (!!!). Pobieranie zdjęć z mojej poczty trwa niemalże godzinę; w ciągu tego czasu mogę spokojnie udać się do kuchni, zrobić sobie kanapkę, zaparzyć herbatę i obejrzeć telenowelę. Sad but true...

Miejmy nadzieję, że szybko uporam się z tym jakże wkur... denerwującym problemem. Wiele nerwów kosztuje mnie choćby przeplądrowanie własnej poczty e-mail, kiedy to przeszkadza mi w tym komunikat "nie można odnaleźć strony". http://www.tp.pl/prt/pl/klienci_ind/internet/internet_w_domu/neostrada_tp/ rozśmieszyło mnie pierwsze zdanie. Czy oni naprawdę muszą siłą działać człowiekowi na nerwy?

Oh, tak! Rzeczywiście! Polecam neostradę każdemu, kto ma hemoroidy i za długo nie może usiedzieć na krześle, sklerotykom, którzy zapomną z jaką zawrotną prędkością działa internet oraz flegmatykom, którym wszystko jedno. Prawda, że urocze?

I hate you, Nesotrada Toilet Paper!